Rokosz sandomierski był jednym z kilku buntów, jakie szlachta podniosła przeciwko królom polskim, jednak to właśnie rokosz pod przywództwem wojewody krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego jest tym najsłynniejszym.
Król Zygmunt III Waza
W 1587 r. w państwie polsko-litewskim doszło do podwójnej elekcji. 19 sierpnia 1587 r. część szlachty wybrała na króla królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazę, który był po kądzieli Jagiellonem, jego matką była Katarzyna Jagiellonka, córka Zygmunta I Starego a siostra Zygmunta II Augusta i Anny Jagiellonki. W odpowiedzi na to 22 sierpnia koło konwokacyjne ogłosiło królem arcyksięcia austriackiego Maksymiliana Habsburga, który był wnukiem Anny Jagiellonki, córki króla Czech i Węgier Władysława II Jagiellończyka, starszego brata Zygmunta I Starego. Obu królów-elektów nie uznało Wielkie Księstwo Litewskie. Obaj kandydaci wybór przyjęli, a o tym, kto zostanie królem, miały zdecydować działania wojenne. Stronnictwo królewicza szwedzkiego działało szybko i energicznie. Zygmunta Wazę koronował 27 grudnia 1587 r. w Krakowie arcybiskup gnieźnieński Stanisław Karnkowski. 24 stycznia 1588 r. doszło do bitwy pod Byczyną, w której wojska popierającego Zygmunta kanclerza wielkiego koronnego i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego pokonały stronników Maksymiliana Habsburga, a który trafił do niewoli. Spór o koronę zakończył się 9 marca 1589 r. zawarciem układu bytomsko-będzińskiego, w którym Habsburgowie uznali Zygmunta Wazę za prawowitego króla Rzeczypospolitej. Jan Zamoyski nie pomagał jednak nowemu królowi z miłości do niego. Przebiegły magnat liczył, że młody i niedoświadczony Waza się stanie jego marionetką. Jednak jak się okazało, „trafiła kosa na kamień”.
Zygmunt III nie chciał być jednak marionetką w rękach potężnego magnata. Pierwsze lata panowania Zygmunta III w państwie polsko-litewskim były zdominowane przez konflikt króla z Janem Zamoyskim. W tym celu Zygmunt III rozpoczął budowę własnego lojalnego wobec siebie stronnictwa, a robił to dość skutecznie dzięki umiejętnemu rozdawaniu urzędów. To budziło wściekłość w przebiegłym magnacie, który rozpoczął bezpardonową walkę z królem za pomocą paszkwili, które rozpowszechniali jego stronnicy. Już w czasie przyjazdu Szweda do Krakowa nie przypadł on do gustu kanclerzowi wielkiemu koronnemu, który żalił się kasztelanowi podlaskiemu Marcinowi Leśniowolskiemu, że przywiózł ze Szwecji niemowę. Następnie podczas sejmu koronacyjnego Jan Zamoyski prowokacyjnie żądał od króla inkorporacji Estonii. Kiedy kanclerz wielki koronny zobaczył, że król nie będzie ulegał mu tak, jak to wcześniej czynił Stefan Batory, zaczął jeszcze bardziej podkopywać jego autorytet. Apogeum konfliktu między Zygmuntem III a Janem Zamoyskim był tzw. sejm inkwizycyjny, który został zwołany, kiedy to kanclerz wielki koronny poinformował opinię publiczną o pogłoskach o kupczeniu polską koroną przez króla na rzecz Habsburgów. Sejm jednak nie udowodnił królowi winy, a magnat w końcu się z nim pogodził jednak stosunki króla i kanclerza wielkiego koronnego pozostawały chłodne, aż do śmierci tego ostatniego.

Sytuacja międzynarodowa
17 listopada 1592 r. w Sztokholmie zmarł ojciec Zygmunta III, Jan III Waza i tym samym nasz król został nowym władcą Szwecji. Unia personalna Rzeczpospolitej Obojga Narodów ze Szwecją miała być skierowana przeciwko Państwu Moskiewskiemu, gdzie Zygmunt, a wcześniej jego ojciec widzieli największe zagrożenie dla interesów obu państw. Niestety wskutek intryg swojego stryja Karola, księcia Sudermanii, Zygmunt został zdetronizowany w Szwecji. Nowy król Szwecji, by umocnić swoją pozycję w kraju i za granicą zawarł sojusz z Moskwą. Już w 1599 r. Szwedzi wkroczyli do Inflant, natomiast rok później Zygmunt III inkorporował Estonię do Rzeczpospolitej. Wbrew powszechnemu przekonaniu w starszej historiografii, inkorporacja Estonii nie odegrała kluczowej roli w wybuchu wojny ze Szwecją, lecz miała znaczenie drugorzędne. Wojna ta była po prostu kolejnym aktem walki o Dominum Maris Baltici zaczętej już w czasach panowania Zygmunta II Augusta – I wojna północna (wojna siedmioletnia) z lat 1563–1570. Działania wojenne szły po myśli Zygmunta III, gdyż wojska litewskie odnosiły sukcesy w polu walki, a Szwedzi bronili zdobytych zamków. Kampania inflancka była również ostatnią kampanią Jana Zamoyskiego. W 1605 r. hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz zadał Szwedom druzgocącą klęskę pod Kircholmem, jednak wskutek nieopłaconego żołdu nie zostało ono w pełni wykorzystane.
Ważnym elementem geopolitycznego bezpieczeństwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów, były naddunajskie księstwa rumuńskie, z czego doskonale zdawał sobie sprawę Zygmunt III. Przełom XVI i XVII wieku to okres napiętych stosunków między państwem polsko-litewskim a Imperium Osmańskim. Przyczyn owego stanu rzeczy należy szukać po obu stronach: coroczne łupieżcze najazdy lenników tureckich – Tatarów krymskich na kresy południowo – wschodnie Rzeczypospolitej, najazdy poddanych królów polskich – Kozaków zaporoskich na ziemie tureckie, wyprawy magnatów kresowych na ziemie państw lennych Turcji – Mołdawii i Wołoszczyzny – i osadzanie na tronach hospodarskich przychylnych sobie władców. Rumuńskie księstwa naddunajskie były terenem rywalizacji Polski, Habsburgów i Turcji. Doskonałym pretekstem do mieszania się w wewnętrzne sprawy Mołdawii były walki o tron hospodarski między przedstawicielami starego rodu książęcego Muszatowiczów a spokrewnionymi z nimi rodami bojarskimi, głównie Mohyłów. W 1595 r. doszło do zakończonej sukcesem wyprawy Jana Zamoyskiego na Mołdawię, gdzie osadzono na tronie Jeremiego Mohyłę, wnuka hospodara Piotra Raresza. W 1600 r. doszło do ponownej polskiej interwencji w Mołdawii, by przywrócić na tron obalonego Jeremiego Mohyłę i uniemożliwić jego rywalowi Michałowi I Walecznemu stworzenie zjednoczonego państwa rumuńskiego. Do Mołdawii wkroczył Jeremi Mohyła na czele z wojskiem polskim z Janem Zamoyskim i Stanisławem Żółkiewskim jako dowódcami. Na tron mołdawski powrócił polski podopieczny. Triumfujący Polacy na czele z pisarzem polnym koronnym i starostą kamienieckim Janem Potockim ruszyli dalej na południe, a ich celem stał się Bukareszt, gdzie na tronie wołoskim osadzili Szymona Mohyłę. Rzeczpospolita osiągnęła szczyt swoich możliwości i wpływów na południu, Mołdawia i Wołoszczyzna były lennami króla Zygmunta III Wazy. Jednak nowy hospodar Wołoszczyzny stąpał po kruchym lodzie. Zamiast zjednywać sobie miejscowych bojarów, narażał się, rozdając urzędy swoim z Mołdawii, co tylko pogłębiło niezadowolenie. Jednak Rzeczpospolita uwikłana w wojnę z groźnym przeciwnikiem na północy, Szwecją, musiała wycofać się z południowego teatru politycznego.
W tym czasie Państwo Moskiewskie pogrążyło się w chaosie po wymarciu dynastii Rurykowiczów, zwanym Wielką Smutą. Wykorzystali to polscy magnaci, którzy za cichą aprobatą Zygmunta III postanowili osadzić na tronie moskiewskim Dymitra Samozwańca – rzekomo cudownie ocalonego syna Iwana IV Groźnego. Wyprawa się powiodła i Dymitr Samozwaniec został carem, jednak bardzo szybko go zabito, a Państwo Moskiewskie pogrążało się w permanentnej wojnie domowej. Zygmunt III chcąc wykorzystać zamieszanie u wschodniego sąsiada, zaczął rozważać interwencję zbrojną w celu odzyskania Smoleńska i innych ziem, które odpadły od Wielkiego Księstwa Litewskiego za panowania jego dziada Zygmunta I Starego. W planach przeszkodził mu jednak bunt szlachty.
Król i opozycja
Rokosz Zebrzydowskiego, znany również jako rokosz sandomierski, rozpoczął się w 1606 roku i trwał przez okres kilkunastu miesięcy. Relacje pomiędzy królem Zygmuntem III a szlachtą zaostrzyły się po śmierci kanclerza wielkiego koronnego i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego, który zmarł 3 czerwca 1605 r. Magnat ten należał do największych oponentów króla, ale trzymał niejako w ryzach szlachtę niezadowoloną z rządów króla. Powodem do niezadowolenia było małżeństwo Zygmunta III z arcyksiężniczką austriacką Konstancją, a więc z rodzoną siostrą jego pierwszej żony. Choć król uzyskał na ten ślub dyspensę papieską, to opozycja zarzucała mu kazirodztwo. Dodatkowym powodem niezadowolenia było pochodzenie Konstancji z rodu Habsburgów, który w swoich krajach ograniczał prawa i swobody stanów. Ponadto pojawiały się dość absurdalne oskarżenia króla o plany ukoronowania swego nieletniego syna Władysława, czyli przeprowadzenia elekcji vivente rege. Zygmunt III dążył do wzmocnienia władzy monarszej kosztem przywilejów szlachty, ale na pewno nie było szans na wprowadzenie monarchii dziedzicznej, co spotkało, by z oporem ze strony mas szlacheckich. Kolejną sprawą, która podburzała możnych, była rzekoma arcykatolicka postawa Zygmunta III. Zarzucano królowi, że otacza się jezuitami i promuje kontrreformację, marginalizując tym samym protestantów. Za życia Jana Zamoyskiego krytyka króla wyrażana była jedynie słownie. Kanclerz, choć sam krytykował monarchę, nie dopuszczał do otwartego buntu szlachty. Sytuacja uległa zmianie po śmierci wpływowego magnata.

W czasie wojny ze Szwecją i przygotowując się do interwencji w Państwie Moskiewskim, Zygmunt III zaproponował szlachcie pakiet reform skarbowo-wojskowych oraz usprawniających działanie sejmu. Król Zygmunt III postulował utworzenie stałej armii, finansowanej ze stałych podatków oraz domagał się, aby Izba Poselska podejmowała decyzje większością głosów. Postulaty te, będące próbą umocnienia władzy królewskiej i osłabienia roli sejmu, spotkały się z silnym oporem szlachty i były jedną z przyczyn rokoszu sandomierskiego. Król argumentował, że stała armia jest niezbędna do obrony Rzeczypospolitej przed zagrożeniami zewnętrznymi, a podejmowanie decyzji większością głosów usprawni prace sejmu. Szlachta natomiast obawiała się, że stała armia i stałe podatki umożliwią królowi wprowadzenie absolutyzmu, a podejmowanie decyzji większością głosów ograniczy jej wpływ na sprawy państwa.
„Życzyłby beł tego KJM tej zacnej RP jako spólny z wmciami a miłej wielce ojczyźnie swoi […] abyście się z sejmu bez pewny obrony […] nie rozjeżdżali i nie otwierali tem drzwi naszem nieprzyjaciołom do nas”.
Miało to zapobiec rozejściu się sejmu bez uchwał. Instrukcje te przesłał król na sejmiki przedsejmowe. W lutym 1606 r. ukazało się Votum szlachcica polskiego pisane na sejmiki i sejm roku pańskiego. Utrzymane było ono w duchu regalistycznym i wyraźnie proreformatorskim.
Pierwszy przeciw reformom Zygmunta III opowiedział się sejmik proszowicki, gdzie 16 lutego 1606 r. szlachta została podburzona przez wojewodę krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego. Magnat w mowie wygłoszonej w Proszowicach stwierdził, że w instrukcji przedsejmowej król dąży do tego, aby
„[…] konklusia sejmowa choćby dobrze drudzy na to nie pozwolili, doszła. Strachają się ludzie na to bardzo, a rzecz mogę, zdesperowali, zwątpiwszy już po sejmie”. Niektóre sejmiki chciały w związku z tym zwołania zjazdu pod Warszawą, „przed szóstą niedzielę sejmu […]”, „[…] a to dlatego, aby się dowiedzieć, czym sejmy rozrywają, także co na sejmie traktować będą, więc i te kondycje z Brandenburczyki zrozumieć i wszystko tamże utrzeć i pogładzić, na ostatek, gdzieby sejm nie doszedł, prędko obronę namówić, jakoby się niebezpieczeństwu temu zabieżało”. Szlachta krakowska powtórzyła w instrukcji dla posłów tę argumentację i dodała od siebie, że zjazd w Stężycy jest po to, „[…], aby te urazy praw i wolności naszych, których się daremnie przez te lata upominając, jeszcze ich przyczynienie odnosiemy, za tym statecznym poparciem w klubę swą wprawiły się”.
Wojewoda po śmierci kanclerza wielkiego koronnego i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego wyrósł na przywódcę opozycji. Sam wojewoda krakowski był niechętny królowi, ponieważ ten eksmitował go z kamienicy przyległej do Wawelu i nie krył się zbytnio, z tym mówiąc, że „Ja z kamienicy, a król z królestwa będzie musiał ustąpić„. Tydzień później w Nowym Mieście Korczynie szlachta podjęła decyzję o walnym zjeździe pod Stężycą, który odbyć się miał 9 kwietnia. Wobec Zygmunta III wysuwano zarzuty: łamania praw obowiązujących w Rzeczypospolitej, aspiracji do rządów absolutnych, sojuszu z Habsburgami, niedotrzymywania warunków pacta conventa oraz skandalicznego życia osobistego, łącznie z oskarżeniami o sodomię. Ostatni zarzut był o tyle bezsensowny, bo król był jednym z bardziej cnotliwych i wiernych wobec żony polskich władców.
Do rokoszu przystąpił starosta zygwulski Stanisław Stadnicki zwany Diabłem, sekretarz królewski Jan Szczęsny Herburt, a na Litwie podczaszy litewski i wpływowy magnat Janusz Radziwiłł, który obraził się na króla, kiedy ten odmówił mu buławy polnej litewskiej oraz jego przyrodni brat Krzysztof II, oraz kasztelan trocki Jerzy Mikołaj. Przy czym postępowanie dwóch ostatnich cechowała znacznie większa zachowawczość niż w przypadku podczaszego litewskiego.

Ponadto wśród rokoszan widzimy: „etatowego” opozycjonistę Prokopa Pękosławskiego, trybuna szlachty wielkopolskiej Marcina Broniewskiego, Piotra Łaszcza, chorążego lwowskiego Jana Herburta, Macieja Smoguleckiego, wojewodę rawskiego Zygmunta Grudzińskiego i Zygmunta Niszczyckiego czy też dość chwiejnego w postawie kasztelana krakowskiego Janusza księcia Ostrogskiego. Jak można się domyślać, przywódcy rokoszu nie tworzyli wcześniej jednolitej grupy politycznej posiadającej spójny program reform, który starano się wprowadzić w życie. Także ich stosunek do prowadzonej przez króla polityki był różnorodny. Czego przykładem może być sprawa przejęcia opieki nad chorym umysłowo księciem pruskim Albrechtem Fryderykiem Hohenzollernem, przez krewnego margrabiego-elektor brandenburskiego Joachima Fryderyka. Jan Szczęsny Herburt żądała zniesienia tej kurateli, Mikołaj Zebrzydowski żądał sprawdzenia czy przekazanie opieki odbyło się z zachowaniem praw Rzeczypospolitej, ambiwalentne stanowisko, wobec tego problemu zajmował Maciej Smogulecki, Janusz Radziwiłł uważał się za przyjaciela Hohenzollernów brandenburskich, a Marcin Broniewski, Piotr Gorajski i Stanisław Stadnicki Diabeł pozostawali na usługach Berlina. Ponadto wśród rokoszan odnajdujemy – katolików, protestantów i prawosławnych, zwolenników i przeciwników stworzenia przepisów wykonawczych do konfederacji warszawskiej, stronników Habsburgów w trakcie elekcji 1587 r. i tych, którzy wsparli Wazę. Ten brak jednolitości obozu rokoszan przemawiał na ich niekorzyść i był oznaką słabości.
Do grona najaktywniejszych zwolenników króla Zygmunta III należy zaliczyć: wojewodę poznańskiego Hieronima Gostomskiego, referendarza wielkiego koronnego Feliksa Kryskiego, marszałka wielkiego koronnego Zygmunta Gonzagę Myszkowskiego, wojewodę sieradzkiego Aleksandra Koniecpolskiego, biskupa wileńskiego Benedykta Woynę, wojewodę wileńskiego Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Sierotkę, kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehę, Hieronima, Aleksandra i Jana Karola Chodkiewiczów, wojewodę nowogródzkiego Teodora Skumina Tyszkiewicza, podkanclerzego Gabriela Woynę i Wołłowiczów – podskarbiego Jarosza oraz jego brata księdza referendarza Eustachego, czy też wojewodę bracławskiego Janusza księcia Zbaraskiego i jego synów Jerzego i Krzysztofa.
Sejm, który obradował od 7 marca do 18 kwietnia w Warszawie, zdecydował o rozdaniu wakansów i został zdominowany przez rokoszan, którzy jednak nie zdołali go zerwać. Z powodu silnego sprzeciwu opozycji król odstąpił od swoich reformatorskich zamiarów, koncentrując się wyłącznie na uzyskaniu zgody na opodatkowanie, mające na celu sfinansowanie armii w Inflantach.

Wybuch rokoszu
Wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski nie dawał jednak za wygraną, a szlachta zachwycona jego demagogicznymi mowami zdecydowała zwołać kolejny zjazd pod Lublinem w dniach 5-17 czerwca 1606 r. Przybyło nań kilka tysięcy szlachty. Tym razem wszystkie sejmiki koronne i litewskie przysłały swoje poselstwa. Janusz Radziwiłł został wybrany marszałkiem rokoszowym. Podczas tego zjazdu Stanisław Stadnicki Diabeł wypowiedział znamienne słowa: „Ja króla Zygmunta za pana nie mam i posłuszeństwo mu wypowiadam”. Liczne grono szlacheckie przyłączyło się do tego zdania. Jeden z obecnych wykrzyknął, że król powinien zostać zdetronizowany. Następny zjazd odbył się w Sandomierzu, na który poproszono króla o przyjazd i usprawiedliwienie się z tego, że łamał prawo. Jeden z rokoszan, kasztelan parnawski Piotr Stabrowski, stwierdził, że najlepszym sposobem na poprawę Rzeczypospolitej
„[…] jest Rokosz, bo jako vulnera RP, które ją zachodzą inszem początkiem leczone bywają, a używali tego Przodkowie nasi, który, aby prędko przez uniwersały był obwołany i tak Panów karano, i abyśmy się sami z sobą uczuwali, bo coby po tym Pana odnawiać przecię by ciż Senatorowie zostali i by na onym Sejmie inquisitionem uczyniono, pewnie, żeby były rzeczy dobrze szły, ale licentia sumus deteriores”. Dodał także „[…] nie wspominam Rokosza Gliniańskiego, na którym byli źli pokarani: drugi pod Lwowem, często sprawiło RP nie Sejmu, ale statecznością wielu sprawić możecie”.
Zygmunt III miał dwie możliwości, przybycie bez wojska i zdanie się na łaskę rokoszan lub przybycie z wojskiem, co doprowadziłoby do rozlewu krwi. Król nie czekał na rozwój wypadków i znalazł trzecie wyjście, w dodatku takie, które zakwestionowało sens działań rokoszan. W sierpniu tego samego roku zwołał konkurencyjny zjazd w Wiślicy, gdzie miano zastanawiać się nad sposobami naprawy państwa. W tym samym miejscu stacjonowały wojska wierne królowi, gotowe interweniować, gdyby rokoszanie zdecydowali się na otwarty bunt. Zygmunt III wyzywał do opamiętania i wskazywał, że dalsza eskalacja konfliktu może skończyć się wojną domową. Zarówno strona królewska, jak i rokoszanie, zgromadzeni pod Sandomierzem i Wiślicą, przedstawili swoje postulaty w formie artykułów, które w niektórych kwestiach, takich jak utrzymanie stałej armii, nie były ze sobą sprzeczne. Jednakże artykuły sandomierskie zawierały również skrajnie absurdalne żądania, na przykład odebranie królowi prawa do mianowania urzędników, narzucenie senatorów-rezydentów spośród przywódców rokoszu czy wymóg zdawania relacji z obrad sejmu przed sejmikami. Obie strony wprowadziły swego rodzaju stan wyjątkowy lub też zamach stanu. Były jednak dwie różnice. W Wiślicy szlachta zebrała się legalnie, bo na wezwanie króla, mającego prawo do zwoływania zjazdów. W Sandomierzu zebrano się natomiast nielegalnie, co oczywiście dla rokoszan nie miało większego znaczenia, ale dla większości szlachty, której przecież nie było ani pod Wiślicą, ani pod Sandomierzem, znaczenie mieć mogło. Rokoszanie zakwestionowali zasady ustrojowe, by prowadzić do detronizacji Zygmunta III i wprowadzenia zmian w systemie politycznym, a król i jego stronnicy dążyli do przywrócenie funkcjonowania systemu ustrojowego, którego trzon stanowił system parlamentarny, złożony z sejmu i sejmików.
14 lipca 1606 r. w Wilnie doszło do senatorsko-szlacheckiej konwokacji, która wydała uniwersał, pod którym podpisało się 65 osób, w tym 10 senatorów, a wśród nich biskup wileński Benedykt Woyna, wojewoda wileński Mikołaj Krzysztof Radziwiłł Sierotka, kasztelan wileński Hieronim (Jarosz) Chodkiewicz, wojewoda nowogródzki Teodor Skumin Tyszkiewicz, kanclerz wielki litewski Lew Sapieha, podkanclerzy litewski Gabriel Woyna, podskarbi wielki litewski Hieronim (Jarosz) Wołłowicz, a ponadto wojewoda witebski Jan Zawisza, wojewoda miński Jan Pac, kasztelan żmudzki Aleksander książę Hołowczyński. Zwrócono uwagę na niebezpieczeństwo grożące Wielkiemu Księstwu Litewskiemu ze strony Szwecji oraz Państwa Moskiewskiego, po obaleniu cara Dymitra I Samozwańca i uwięzieniu posłów królewskich oraz gości przybyłych z Rzeczypospolitej na carski ślub. Zaznaczyli, że nie godzą się, by podlegać decyzjom podjętym przez zgromadzonych pod Sandomierzem, nie podważyli słuszności egzorbitancji, ale zaznaczyli, iż właściwym forum do decydowania o Rzeczypospolitej jest sejm walny.

Jak bardzo napięta była sytuacja dowodzą słowa Lwa Sapiehy, który pisał do wojewody wileńskiego, że „początki już złe Boże daj, aby się uspokoiło beze krwi, potęga powiadają wielka przy KJM, jest lepiej niż dziesięć tysięcy wojska dobrego, przy rokoszanach ledwo ze trzy tysiące kładą, i ci żołnierze rokoszowi nie chcą się bić, że przeciw Panu, i służba wyszła, płace nie mają, ale głowy których czterech kładą P. wojewoda krakowski, P. podczaszy, P. Stadnicki i P. Stabrowski ci uporem idą, nie chcą zgody. Pan krakowski wkładał się w to, chciał być mediatorem, ale nie dadzą się przywieść. Baczęć ja to Mój Miłościwy Panie, że w Inflanciech bardzo gore, ale co pilniej gasić, jeśli Inflanty, czyli dom w tym ogniu”.
Stanowisko rokoszan się radykalizowało. 8 sierpnia 1606 r. obradował sejmik nadzwyczajny w Środzie, który opracował artykuły na rokosz, nie żądał zniesienia rad, lecz karania występnych – wojewody poznańskiego Hieronima Gostomskiego, marszałka wielkiego koronnego Zygmunta Gonzagi Myszkowskiego oraz podkomorzego koronnego Andrzeja Bobolę. Dla tych żądano kary śmierci. Innych chciano karać pozbawieniem urzędów. Stąd, wśród posłów na sejm 1607 r. znaleźli się senatorowie, kasztelan bydgoski Janusz Grzymułtowski i kasztelan kamienieński Mikołaj Mieliński, którzy wiernie stali przy po stronie króla Zygmunta III.
W tym czasie pojawił się jeszcze pośrednik w konflikcie król-rokoszanie w osobie kasztelana krakowskiego Janusza księcia Ostrogskiego. W obozie pod Sandomierzem w dniu 16 sierpnia 1606 r. doszło do słynnego tumultu. Tego dnia wotować mieli senatorowie. Janusz książę Ostrogski i wojewoda sieradzki Aleksander Koniecpolski przybyli do koła w znacznej asyście zbrojnej, mimo wyraźnych zakazów przyprowadzania na obrady żołnierzy i sług. Nastrój szlachty był tego dnia wyjątkowo burzliwy. W pewnej chwili tłum szlachty przypadł do senatorów, których tego dnia było w kole 11 i ,,niektórym do boku przyłożone były półhaki, którzy już byli półumarli, terrore mortls„. Krzyczano na nich, „żeście na nas gas uczynili, ale tu pierwej gardła dacie, niż się co stanie„. W największym niebezpieczeństwie znaleźli się Janusz książę Ostrogski, Aleksander Koniecpolski, wojewoda lubelski Gabriel Tęczyński i wojewoda bracławski Janusz książę Zbaraski. Inni uciekli z koła, „że się przez troje stajań ledwie drugi obejrzał”. Pozostałym senatorom ruszyły na pomoc ich nadworne chorągwie, które zbliżywszy się do koła, zagroziły szlachcie bronią palną. Zbrojne starcie wisiało w powietrzu. Sytuację uratował Stanisław Stadnicki Diabeł, który na czele swoich ludzi zaszedł tyły wojsk księcia Ostrogskiego, „czym jego szyk barzo zmieszał, że się ku niemu i z strzelbą w wielkiej confusiej od koła nawracać musieli„. Przez dłuższą chwilę oba wojska stały w zbrojnym pogotowiu, aż wreszcie Janusz Radziwiłł swoimi perswazjami uspokoił wzburzonych i w rezultacie senatorom udało się opuścić koło. Nastrój jednak był taki, że jak wspominał naoczny świadek tego wydarzenia, „gdyby się było co ulało krwie, aby naymniej szlacheckiej, żaden senator non evasisset mortem„.

Nic więc dziwnego, że Janusz książę Ostrogski odchorował to zajście i odsunął się od rokoszan i przeszedł na neutralną pozycję mediatora. Kasztelan krakowski nie brał już czynnego udziału w zjazdach rokoszowych, wymawiając się różnymi sprawami lub chorobą. Janusz książę Ostrogski Nakłaniał też króla do szybkiej pacyfikacji kraju i darowania win przywódcom rokoszu. Nie robił tego zupełnie bezinteresownie. Najbardziej nieprzejednany wróg Zygmunta III – Janusz Radziwiłł – był przecież jego siostrzeńcem. Również wojewoda lubelski Gabriel Tęczyński i jego brat Andrzej, kasztelan wiślicki, mimo początkowych swoich sympatii wobec rokoszan, pod wpływem radykalizmu części przywódców rokoszu, m.in. grożących senatorom sądem, opowiedzieli się wyraźnie po stronie króla. O pozytywnym stosunku Tęczyńskich do postulatów rokoszowych może świadczyć deklaracja, jaką 18 sierpnia w kole zjazdowym pod Sandomierzem wygłosił Gabriel Tęczyński:
„Świętobliwy to rokosz nas wszystkich, który nas tu do kupy zegnał dla warunku praw i zatrzymania wolności naszych, których stan nasz ślachecki jako krwią i gardły swemi dokupywał się, tak i do zatrzymania ich toż zawżdy niesie, i nie masz zapewne tak na się samego zapamiętałego, żeby sobie w tym co chciał upuścić. Ale jescze co w tym ludzie różni, to jedno in mediis do jednegoż celu przecię zmierzając, jedni drugim ozięblejszy albo gorętszy się zdadzą według każdego genium et ingenium. I ja pewnie jako w ochocie ochronienia praw i wolności według możności swej zgadzam się z WMM Pany i bracią, tak i na tym śrzodku przestawam, którym przed sobą słyszał podany [z] strony wyprawej posłów naszych do JKM, ale i od tego bych nie był, była li by to zgoda WMM interim niż się ci posłowie nasi wrócą znosić się w rzeczach, w których byście WMM rozumieli, żeby mieli plenariam facultatem posłowie JKM. W czym jako w inszych rzeczach chcę się zgadzać z WMM Pany i bracią niosąc równo z WMM i zdrowie, i gardło przy dobrym Rzeczypospolitej”.
Pomimo tych koncyliacyjnych w gruncie rzeczy deklaracji, w momencie, gdy doszło do rozruchów wzburzonej szlachty przeciwko senatorom, wojewoda lubelski Gabriel Tęczyński był jednym z tych, którzy znaleźli się w największym niebezpieczeństwie. Po uspokojeniu nastrojów w końcu sierpnia część senatorów, w tym obaj Tęczyńscy, wyjechali do Wiślicy, gdzie gromadzili się zwolennicy króla pod jego osobistym przywództwem. Nie doszło jednak do rokowań z buntownikami, ponieważ Zygmunt III odrzucił wstępny postulat rokoszan domagających się zatrzymania marszu wojsk królewskich i zażądał, by rokoszanie rozeszli się do domu.
Przepychanki między regalistami a rokoszanami zostały zakończone jednak ugodą pod Janowcem 7 października 1606 r. Rozlewu krwi udało się przynajmniej na razie, uniknąć, gdyż wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski pogodził się z Zygmuntem III, jednak jak się miało okazać tylko pozornie. Umowa trwała niestety krótko. Król popełnił ponownie duży błąd polityczny, tym razem ostatni. Otóż sądząc, że przeciąganie sprawy w czasie uspokoi nastroje, zwlekał ze zwołaniem sejmu. Tymczasem posunięcie to spowodowało ponowną radykalizację nastrojów.

Na początku stycznia 1607 r. szlachta w województwach krakowskim, kaliskim, sandomierskim i lubelskim, zgromadzona na sądach, wysłała poselstwa do Zygmunta III z prośbą o szybkie zwołanie sejmu. Jednocześnie zabroniono sądom funkcjonowania, co podważało porządek prawny państwa. Zgromadzenia sądowe przekształcono w nielegalne zjazdy szlacheckie, wysuwające postulaty polityczne. Powrócono zatem do instytucji antysystemu ustrojowego, ale nie przekraczano ram charakterystycznych dla zjazdów doby przedrokoszowej.
W dniach 12-15 lutego 1607 r. Stanisław Stadnicki Diabeł zjechał do Koła i podburzył szlachtę wielkopolską. Wielkopolanie próbowali zdezawuować parlament. Jak napisano w uniwersale zjazdowym:
„Bo iż sam sejm poprawy potrzebuje, nie będąc naprawiony jako naprawę skazy R.P. sprawić ma”. Nie nawiązano kontaktu z królem i nie wysyłał do niego posłów. Wysłano ich natomiast do arcybiskupa gnieźnieńskiego i prymasa Polski Bernarda Maciejowskiego i na sejmiki przedsejmowe. Zażądano od Zygmunta III, aby nie zaciągał nowych żołnierzy, a senatorowie przybyli na sejm bez pocztów wojskowych. Opozycja zwołała zjazd do Jędrzejowa na 28 marca. Jednak nie przybyły tłumy, uczestników z pocztami może było około 3 tysiące. Rokoszanie, wysyłając posłów na sejmiki, podkreślali wyższość rokoszu nad sejmem: „Aby Bracia na Seym nie jechali ani wysyłali, gdyż auctoritas i władza jest większa Rokoszowa”.
Zygmunt III wysłał pod Jędrzejów posłów Eustachego Wołłowicza oraz Jerzego księcia Zbaraskiego, którzy zaprezentowali królewskie stanowisko, bynajmniej nie uznające instytucjonalności rokoszu, ale jednocześnie świadczące o chęci znalezienia porozumienia. Tymczasem różnice pomiędzy stanowiącym mniejszość, radykalnym odłamem rokoszan a bardziej zachowawczymi uczestnikami wystąpienia sprowadzały się nie do przeświadczenia o konieczności zbrojnej konfrontacji z dworem, tę podzielali wszyscy, lecz co do momentu, w którym powinna nastąpić. Reprezentantem ostrożniejszego skrzydła był przybyły pod koniec zjazdu Janusz Radziwiłł gotów na walkę, ale decyzję o jej rozpoczęciu uzależniał od mobilizacji odpowiednich sił. Królewskich przeciwników spotkało jednak rozczarowanie, ich inicjatywa nie zyskała masowego poparcia szlachty, co w związku z uciekaniem się w antydworskiej propagandzie do twierdzenia o prymacie rokoszu nad sejmem podważało ich wiarygodność i dobre intencje.

Okazało się jednak, że szlachta nie zbojkotowała wyborów posłów sejmowych, a jedyny sejmik, który się nie odbył, był w Proszowicach w województwie krakowskim. Zarówno w Koronie jak i na Litwie przewagę na sejmikach przedsejmowych zyskali regaliści oraz neutraliści zainteresowani uspokojeniem sytuacji wewnętrznej w Rzeczpospolitej. W tej sytuacji buntownicy powinni rozjechać się do domów. Wybrano jednak kontynuację planów detronizacji króla i wprowadzenia własnych rządów w Rzeczypospolitej. Ponadto na niekorzyść buntowników działał fakt, że dotarcie informacji o aktualnej sytuacji do dalszych prowincji wymagało większego czasu, a przez to mowa jest o bardzo słabym rozeznaniu w aktualnej sytuacji na dalekiej prowincji. Za przykład może posłużyć sytuacja, jaka wytworzyła się w Orszy, gdzie kopia uniwersału zwołującego na rokosz pod Jędrzejów dotarła dopiero 15 marca. Dlatego też nie powinno dziwić, że wojewoda mścisławski Andrzej Sapieha w liście do rodzonego brata kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy, nie sądził, aby publikacja w Orszy uniwersału zwołującego na rokosz pod Jędrzejów pociągnęła za sobą jakieś konsekwencje. Wojewoda mścisławski konkludował: „A my sami odlegli w tym kraju dalekim nie wiemy co się dzieje i porozumiewać się z sobą nie chcemy „. Ostatecznie zgromadzona na sejmiku przedsejmowym szlachta orszańska, wyraźnie zdezorientowana dynamiką wydarzeń w Koronie wysłała poselstwo równocześnie na sejm walny i pod Jędrzejów. Należy zauważyć, że instrukcja dla posłów sejmowych podkomorzego orszańskiego Frydrycha księcia Łukomskiego i ciwuna szowdowskiego Jana Billewicza była znacznie bardziej szczegółowa od listu, w który zaopatrzono wysłanego pod Jędrzejów wojewodzica smoleńskiego Wojciecha Dorohostajskiego.
26 kwietnia rokoszanie w wydanym przez siebie uniwersale oznajmili swoją dobrą wolę, polegającą na tym, że dano parlamentowi 3 tygodnie (do 28 maja) na uchwalenie artykułów sandomierskich. W związku z tym wyruszono powolnym marszem na Warszawę. Po drodze zbierano oczywiście siły. Wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski przybył do obozu rokoszan pod Sieciechowem dopiero 31 maja.
Sejm z 1607 r. odbył się bez udziału rokoszan. Król cały czas wyciągał rękę do zgody, jednak zastrzegał, że miejscem pojednania miał być właśnie sejm, którego autorytetu nie chciała uznać opozycja. Rokoszanie zaczęli się nawet rozglądać za innym władcą, którym można by zastąpić obecnego króla. Kandydatem na monarchę został książę siedmiogrodzki Gabriel Batory. 24 czerwca 1607 r. pod Jeziorną szlachta wypowiedziała posłuszeństwo Zygmuntowi III i wydała akt detronizacyjny, który uzasadniała w następujący sposób:
„Praktyki częste o odbieżanie nas i podanie korony w obce ręce zakładaną, jako są o tem przyznawania; prowincje jedne potracono, drugie zaprzedano, […] do prawa de non praestanda uciec – żeśmy się musieli i Zygmuntowi III, panu dotąd naszemu będąc po tak wielu napomnieniach, od niej wedle prawa i wolności naszej wolni, posłuszeństwośmy wypowiedzieli, jakoż i teraz tem teraźniejszym pismem wypowiadamy od dalszych wolnościach swych za pomocą Bożą radzić chcemy”.
Co zaś bardziej groteskowe, rokoszanie nie ogłosili jednak bezkrólewia, a sam akt podpisało jednak tylko około 400 osób, z czego zaledwie 12 pochodziło z Litwy.
Bitwa pod Guzowem
Król zdał sobie sprawę, że szlachta nie zamierza już negocjować. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Zygmunta III, który zrewanżował się swoim przeciwnikom politycznym, obwołując ich rebeliantami i wrogami Ojczyzny. Między Zygmuntem III a rokoszanami próbował jeszcze mediować hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski, jednak nic to nie przyniosło.
Dlatego też starcie zbrojne stało się nieuniknione. Doszło do niego 5 lipca 1607 r. pod Guzowem, niedaleko Szydłowca. Rokoszanie pod wodzą Janusza Radziwiłła zgromadzili się w liczbie ponad 10 tysięcy żołnierzy i to głównie piechoty. Po stronie królewskiej stało 9 tysięcy piechoty i 3 tysiące jazdy. Armią królewską dowodziło trzech dowódców: hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz, hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski i pisarz polny koronny Jan Potocki.
Bitwa pod Guzowem okazała się zwycięska dla wojsk królewskich. Rokoszanie zostali pokonani i uciekli z pola bitwy. Rozbici buntownicy wycofywali się na Lublin. Tam, w dniu 11 lipca, podjęto desperacką próbę kontynuowania rokoszu, wydając uniwersał wzywający szlachtę na sejm elekcyjny pod Warszawę na 5 sierpnia. O klęsce idei rokoszu świadczy fakt, że pod Warszawę nikt wówczas nie przyjechał, nawet autor uniwersału, marszałek rokoszowy Janusz Radziwiłł. Oczywiście, rokoszanie nie zaprzestali aktywności politycznej, ale była ona teraz nakierowana na uzyskanie możliwości wycofania się z twarzą i zapewnienia sobie bezkarności za popełniane do tej pory czyny. Wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski po raz kolejny musiał przeprosić Zygmunta III, a Janusz Radziwiłł uciekł za granicę i okopał się, kreując na ostatniego strażnika praw, wolności szlacheckich i idei rokoszowych. Decyzja Janusza Radziwiłła o nieprzybyciu pod Warszawę odsunęła go od głównego nurtu wydarzeń w Koronie, a uraza żywiona do Mikołaja Zebrzydowskiego sprawiła, iż emocje wzięły górę nad rozsądkiem i polityczną wnikliwością. Z czołowego lidera opozycji spadł do roli osoby niedoinformowanej. Zygmunt III widocznie nie zamierzał negocjować z nim warunków porozumienia, skoro dawał do zrozumienia, by to senior rodu Radziwiłłów, wojewoda wileński Mikołaj Krzysztof Radziwiłł Sierotka, skłonił młodego księcia do opamiętania. Mikołaj Krzysztof Radziwiłł Sierotka, by ułatwić sobie to zadanie, zorganizował zjazd członków rodu w październiku 1607 r. w Nieświeżu, w którym wziął udział także Janusz Radziwiłł. Najwyraźniej podczaszy przekonał uczestników o swoich dobrych intencjach, choć zwrócono uwagę, że „okrom namowy, nie masz jeszcze nic pewnego”. Swoje prawdziwe oblicze Janusz Radziwiłł ujawnił dopiero w listach pisanych do wojewody wileńskiego już po spotkaniu w Nieświeżu. Przede wszystkim Mikołaj Zebrzydowski przedstawiony jest jako wiarołomca czy wręcz zdrajca. Podane warunki uzyskania królewskiego przebaczenia Radziwiłł uznał za hańbiące, niegodne tego, by na nie przystać. Do osobistych przeprosin Zygmunta III przez Janusza Radziwiłła doszło dopiero w 1611 r., a o które mocno zabiegał kanclerz wielki litewski Lew Sapieha.

Mimo iż namawiano Zygmunta III do ostrego rozprawienia się z Mikołajem Zebrzydowskim i resztą opozycji, Król zdecydował się na pokojowe rozwiązanie sprawy i zrezygnował z wymierzenia kar zbuntowanej szlachcie. Ostatecznie Zygmunt III pogodził się z opozycją, ale nie musiał także wycofać się z reform. Sprecyzowano również punkt o prawie do oporu przeciw monarsze.
Rokosz sandomierski, był to jeden z wielu, ale też jeden z największych rokoszów polskiej szlachty. Niestety, nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni doszło do przelania bratniej krwi. Rokosz Zebrzydowskiego spowodował znaczne zubożenie mieszkańców Mazowsza. Chłopom odbierano plony, palono wsie, co doprowadziło do ogromnych strat materialnych. Rokosz osłabił pozycję Zygmunta III, który chcąc czy nie, musiał zgodzić się na utrzymanie wolnej elekcji i poczynić inne ustępstwa na rzecz szlachty.
Rokosz sandomierski opóźnił działania króla Zygmunta III w wojnie polsko-rosyjskiej i zaprzepaścił szansę na pełne wykorzystanie spektakularnego zwycięstwa odniesionego pod Kircholmem w 1605 r. Brak uchwalenia podatków na sejmie rokoszowym uniemożliwił dalsze opłacanie wojska, co doprowadziło do odmowy kontynuowania walki przez żołnierzy. W konsekwencji rokosz osłabił pozycję Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej i utrudnił prowadzenie skutecznej polityki wschodniej. Można powiedzieć, że rokoszanie nieświadomie zadziałali na korzyść Szwecji. Działalność opozycji sprawiła, że Rzeczpospolita była bardziej pasywna na południowym odcinku – rumuńskie księstwa naddunajskie. Można doszukiwać się w nim echa opozycyjnej działalności Jana Zamoyskiego. Sam rokosz nie cieszył się większą popularnością wśród szlachty, o czym świadczy np. mała frekwencja zjazdu pod Lublinem oraz ilość podpisów złożonych pod aktem wypowiedzenia posłuszeństwa Zygmuntowi III. Większość senatorów i ministrów Rzeczpospolitej zdecydowanie poparła króla. W czasie trwania rokoszu po kraju krążyło wiele pism oraz paszkwili oczerniających władcę, duża ich część pokutowała w historiografii czy publicystyce. Rokosz sandomierski można uznać za ostatni zryw średniej szlachty. Należy jednak pamiętać, że szlachta została zmanipulowana przez magnatów – Mikołaja Zebrzydowskiego, Janusza Radziwiłła, Stanisława Stadnickiego Diabła czy Jana Szczęsnego Herburta – i instrumentalnie użyta do ich własnych celów. Patrząc na wynik rokoszu sandomierskiego można stwierdzić, że co prawda Zygmunt III nie umocnił władzy królewskiej, ale szlachta skompromitowała samą siebie. Rokosz pokazał, że król, dzięki lojalnej elicie władzy i poparciu większości szlachty, zdołał przetrwać największy kryzys polityczny swojego panowania. Zygmunt III, aby pokonać rokoszan, posłużył się między innymi wojskami wiernymi królowi. Po rokoszu pozycja króla została osłabiona. Jednakże rokoszanie także nie osiągneli zamierzonych celów.
BIBLIOGRAFIA:
1. Andrzej Szelągowski, Walka o Bałtyk 1544-1621, Lwów, 1904,
2. Tadeusz Górski, Dzieje polskiej floty: Od Kazimierza Jagiellończyka do Augusta II Mocnego, Gdańsk, 2008,
3. Kazimierz Lepszy, Dominium Maris Baltici Zygmunta Augusta, Kraków, 1946,
4. Wacław Odyniec, Dzieje Prus Królewskich 1454-1772, Warszawa, 197,
5. Akta sejmikowe województwa krakowskiego, t. 1, 1572–1620, Kraków 1932,
6. pod red. Ewy Dubas-Urwanowicz i Jerzego Urwanowicza, Wobec króla i Rzeczpospolitej. Magnateria w XVI-XVIII wieku, Kraków 2012
7. Stanisław Płaza, Rokosz Zebrzydowskiego, Kraków, 1989,
8. Alexander Rembowski, Rokosz Zebrzydowskiego: materyały historyczne poprzedzone przedmową i rozprawą pod tytułem Konfederacya i rokosz w dawnem prawie państwowem polskiem, Warszawa, 1893,
9. Henryk Schmitt, Rokosz Zebrzydowskiego, Lwów, 1858
10. Jarema Maciszewski, Wojna domowa w Polsce (1606-1609). Studium z dziejów walki przeciw kontrreformacji, cz. I (Od Stężycy do Janowca), Wrocław, 1960,
11. Stanisław Cynarski, Stronnictwo królewskie w dobie rokoszu Zebrzydowskiego (Próba charakterystyki), „Małopolskie Studia Historyczne”, 7/1965, nr 3/4.
💛 Wesprzyj naszą pracę, klikając w link:
https://suppi.pl/speculumeuropae
💛 Wpłat można też dokonywać na numer konta:
09 1460 1181 2025 0084 5728 0002
Jeśli znasz jakieś ciekawe fakty na ten temat, podziel się nimi w komentarzu.
Będziemy wdzięczni za każdą informację!